Z Szyszkowej do Bangladeszu. Wywiad z Michałem Fiałkowskim.

Michała Fiałkowskiego, jak zapewne większość naszych czytelników, pamiętam z czasów szkolnych, z naszej szkoły podstawowej w Szyszkowej. Siedzieliśmy nawet przez pewien czas obok siebie w ławce. Przygotowując się do rozmowy z nim, sięgnęłam do zdjęć z tego czasu. To były chyba moje urodziny – całą grupą siedzimy na tapczanie, jemy tort. Ewcia doprawia Zuzi rogi, a 10-letni Michał trzymając w dłoni talerzyk z tortem, patrzy z uśmiechem w obiektyw. Kilka lat później kończymy szkołę podstawową, siedzimy znów z grupą znajomych na ławce pod salą gimnastyczną w Smolniku. Michał znów uśmiechnięty – przed nami wakacje, potem liceum, świat widzimy w jasnych barwach. W tamtym czasie chyba nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy z ogromu nieszczęścia, jaki dotyka ludzi w różnych miejscach na świecie.

Myślę, że nie pomylę się, jeśli napiszę, że o istnieniu Rohingya nawet wówczas nie słyszeliśmy. Teraz, właśnie między innymi dzięki Michałowi, ma o nich szansę dowiedzieć się cała Polska. Wyruszył wraz ze znanym reporterem Wojciechem Tochmanem do południowej Azji. Jego fotografie dokumentują wielką tragedię, jakiej doświadczają uchodźcy uciekający przed prześladowaniami do Bangladeszu. Reportaż napisany przez Wojciecha Tochmana ukazał się w „Wysokich Obcasach”, zdjęcia do niego wykonał właśnie Michał.

23846481 1989354937949372 811895891 n

Fotografia z zasobów Michała

- Przyznam, że wykonane przez Ciebie zdjęcia, a także sama treść reportażu, robią ogromne wrażenie. Tyle ludzkiego nieszczęścia! Jak to się stało, że zajęliście się właśnie tym tematem, o którym przecież w Polsce nie mówi się zbyt wiele?

Decyzja o podróży do Bangladeszu zapadła po kilku wspólnych rozmowach z Wojtkiem. Mieliśmy świadomość, że od dłuższego czasu mniejszość etniczna Rohingya ucieka przed prześladowaniami z obecnej Mjanmy do Bangladeszu. To właśnie półwysep Teknaf w Bangladeszu stał się największym obozem uchodźczym na świecie. Postanowiliśmy zobaczyć to osobiście, mając świadomość, że o sprawie Rohingya niewiele mówi się w Europie, a tym bardziej w Polsce. Chcieliśmy to zmienić.

- Czy mógłbyś wyjaśnić nam kim są Rohingya? Dlaczego muszą uciekać z Mjanmy?

Rohinga to mniejszość etniczna nieposiadająca statusu prawnego, zamieszkująca rejon Rakhinie w obecnej Mjanmie. Szacuje się, że do czasu wybuchu konfliktu, w Majnmie mieszkało około jednego miliona Rohingya. W wyniku prześladowań od dnia 25 sierpnia 2017 do dnia 2 listopada 2017 roku z terenu Rakinie uciekło 624 tysiące osób. Uciekają przed czystką etniczną, którą rozpoczęła armia Myanmy. Masowo palone są wsie i mordowani są ich mieszkańcy. Ci, którym udało się przeżyć, próbują wszelkimi możliwymi sposobami uciec do Bangladeszu. Tam znajdują schronienie w prowizorycznych obozach.

- Każda historia opisana w reportażu chwyta za serce i rodzi wewnętrzny bunt. Dzieci zmuszone do oglądania śmierci swoich rodziców, staruszka wyczekująca cierpliwie przy drodze na siostrę, która nigdy nie nadejdzie, przechodzące wszelkie pojęcie okrucieństwo wobec zwykłych ludzi…Fotografowanie ludzi doświadczających takich historii nie było z pewnością łatwą pracą…

Zdecydowanie nie. Jednak postanowiłem uwiecznić każdy możliwy moment ze wszystkich spotkań. Każda rozmowa była trudna. Każde zdjęcie budziło wiele emocji. Byłem świadkiem bardzo trudnych chwil z życia Rohingya.

- Jakie miałeś pierwsze wrażenia po przyjeździe do Bangladeszu? Co Cię najbardziej zaskoczyło, co najmocniej utkwiło w pamięci?

Pierwszym zaskoczeniem było lotnisko, dokładniej obsługa urzędników. Przez kilka godzin w nocy czekaliśmy na rozmowę z urzędnikiem wydającym wizy. Po długim czasie udało się ją otrzymać i mogliśmy opuścić lotnisko. To doświadczenie dało nam odpowiedź dlaczego Bangladesz jest tak niechętnie odwiedzanym krajem przez turystów. Krótka droga do hotelu i tam kolejne zaskoczenie. Bramki wykrywające metal przed każdym hotelem, bankiem, sklepem. Każde okno zakratowane. To wzbudza uczucie zagrożenia. Pierwszego poranka pojechaliśmy z naszym tłumaczem do banku, aby wymienić walutę. Przy wejściu do banku stali ochroniarze uzbrojeni w wielkie strzelby. Po krótkie dyskusji wymieniamy walutę i ruszamy w pierwszą trasę do obozów. Widok wprawił nas w osłupienie. Niekończące się namioty z bambusowych kijów i czarnej folii lub kolorowego brezentu. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że każda chwila była zaskakująca i wiele momentów zapadło w mojej pamięci.

- Wykonane przez Ciebie zdjęcia poruszają. Mam wrażenie, że uchwyciłeś twarze, z których –mogłoby się wydawać – umknęła wszelka nadzieja. Czy jest coś, co można zrobić, by ta nadzieja na nie wróciła?

Cieszę się, że udało mi się przekazać dużo emocji za pośrednictwem zdjęć. Rzeczywiście wiele osób straciło nadzieję na lepsze jutro. Doświadczyli tyle okrucieństwa, w tak krótkim czasie, że ciężko jest Im uwierzyć, że będzie dobrze. Mimo tego musimy mówić o tym, co dzieje się w Myanmie. Musimy uświadamiać, że tam dzieje się zakłada ludzkości. Musimy wiedzieć, że podobne wydarzenia miały miejsce w przeszłości i często dzieją się dzisiaj w różnych miejscach. Nie możemy pozwolić, aby zapomniano o udźcach z Myanmy.

-   - Na koniec pytanie od koleżanki ze szkolnej ławki – kiedy wrócisz do Polski, kiedy będziemy się mogli spotkać w Szyszkowej?

Planuję przylecieć do Polski w połowie grudnia. Na pewno spędzę okres świąt w Szyszkowej. Mam nadzieje, że uda nam się spotkać i porozmawiać.